Psy były połączone układem krwionośnym, a zatem miały wspólny układ krążenia. Szczeniak korzystał ponadto z serca i płuc starszego osobnika. Zwierzęta były zsynchronizowane pod względem neurologicznym. Kiedy jedna głowa dyszała, druga wykonywała dokładnie tę samą czynność. W momencie, kiedy dorosły pies chłeptał wodę, głowa szczeniaka robiła to samo. Oba psy starały się też wzajemnie zwalczać. Dorosły osobnik próbował zrzucić główkę szczeniaka, a malec starał się dziabnąć swą "macierz".
Jak się szybko okazało, tamta próba stanowiła dopiero początek. Wkrótce Demikow wykonał serię podobnych eksperymentów. Na przestrzeni kolejnych 15 lat badacz stworzył dwadzieścia takich dwugłowych hybryd. Za każdym razem doświadczenia kończyły się tak samo - rychłą śmiercią zwierząt z powodu odrzucenia tkanek. Najdłużej żyjącym psiakom udało się przetrwać miesiąc.
Vladimir Petrovich Demikhov ukuł słowo „transplantologia”, wymyślił szereg metod chirurgicznych utrzymujących krążenie krwi w czasie transplantacji i jako pierwszy przeprowadził skuteczny "bypass" dla serca psa (który przeżył 2 lata po operacji). Popularyzował idee transplantacji organów i w konsekwencji chirurg z RPA Christiaan Barnard, na podstawie jego badań przeprowadził pierwszą transplantację serca człowieka do drugiego człowieka. Doprowadziło to też ostatecznie do przeszczepu głowy u małp przez dr Roberta White'a, który został zainspirowany pracą Demikhova. Dr Robert White utrzymał też przy życiu mózg małpy bez ciała.

Zobacz również
Sąd wydał wyrok w sprawie sporu między Sylwestrem Wardęgą a Marcinem Dubielem. Wardęga przegrał proces. Orzeczona kara to 400 stawek po 700 zł grzywny oraz dodatkowo 70 tys. zł wpłaty na rzecz fundacji.
Sprawa dotyczyła pomówienia za pośrednictwem mediów. Sąd przychylił się do aktu oskarżenia i uznał, że doszło do naruszenia dobrego imienia Dubiela.

Jak wynika z badania IBRiS przeprowadzonego dla "Rzeczpospolitej", ponad połowa ankietowanych (52,9 proc.) uważa, że wiek korzystania z nich powinien zostać podniesiony do 16. roku życia.
Z kolei co czwarty respondent dostrzega potrzebę przeprowadzenia kampanii edukacyjnej pokazującej skutki korzystania z tych serwisów, ale decyzję o aktywności swoich dzieci powinni podejmować rodzice. By zostawić sytuację taką, jaka jest obecnie (czyli granica wieku na poziomie 13 lat), opowiedział się niespełna co dziesiąty ankietowany - czytamy w Rzeczpospolitej.
